tfurca.

 

tfurca >> wiersze moje>>

***

dzwięk przejmujący [wro'06.03.1990]
gwiżdżę sobie teraz
boli mnie głowa z niedotlenienia
bardzo boli ona,
a ja gwiżdżę
choć koło mnie historia się zmienia
gwizdu dzwięk rozchodzi się w powietrzu

***

... [wro'17.07.1990]
uwielbiam wracać do miejsc gdzie kiedyś byłem
to takie podniecające, jak człowiek porównuje to co widzi
z tym co zapamiętał

miejscowość X nad morzem leży...
woda ta sama - czysta
śmieci przybyło i ludzi tez, to się uzupełnia
zapamiętuję - obserwuje
woda w morzu słona, słonce pali w ręce i w dusze
jest cudownie i chciałbym aby było tez tak jutro
uwielbiam wracać do miejsc gdzie kiedyś byłem do miejsc i ?ziemi obiecanych?

miasto Y...

***

... [wro29.09.1990]
stało się tak jak nie chciałem...
czasem tak się dzieje w życiu
me marzenia legły pod stopami kroczącej armii niepowodzeń
ona jest piękna, będzie i była piękną
i jest nadal nawet o tak póznej porze...
chciałem jednego - jej
niestety
po świecie chodzi wiele kobiet ale jest jedno ale
o n a j e s t j e d n a ...

***

ble,ble,ble... [wro'07.12.1990]
idę lub leżę - nie wiem
wrzucam papierek do kosza
ptak się z drzewa poderwał
para ładna za ręce się trzymająca oddaliła też się
brudne kamienice wokół nas
człowiek wymiotuje lub mutuje w bramie
r z y g ...
ktoś miłosierny ptaki dokarmia
liście z drzew opadli - przecież zima jest nieuku
przed chwila pytano mnie o godzinę i oddałem mu zegarek
całuję w usta soczyste kobietę pijaną
wchodzę w bramę moczem pachnącą cudnie
życie... folklor
zapiekanki i hot - dogi
tramwaj, a ja wewnątrz w śmietniczce grzebię w poszukiwaniu biletu
zmęczony opadam na łóżko - obok kobieta spocona na słodko
choć chyba to są jej perfumy
jogurt owocowy i do tego narkotyki witkiewicza
zgniłe liście leżą przy drodze
ochlapał mnie samochód czerwony
moje białe spodnie choć świeżo uprane znów do prania
deszcz i śnieg kałuże są duże, kryją różne tajemnice
życie...
codzienność i cóż trzeba tolerować czarne kolory
brak wyjścia mili

***

poznanie... [wro'11.01.1991]
ileż bym dal za poznanie!
rozwijam się wciąż, pracuje nad sobą
umieram i rodzę się w tysiącach westchnień...
pragnę nie być doskonałym, bo nudne by to było
pragnę doskonalenia i odkrywania
jestem niczym dr Faust szukający chwili
i wynurzenia jak Afrodyta
szukam - tego mi tylko trzeba

(...więc kimże ty jesteś ???
jam jest ta siła, która przez całe swe życie złego pragnąc , dobro czyni..... FAUST - j.w.goethe)

***

obsesja [wro'12.01.1991]
krzyk...
krzyk rozdziewający tchawicę i wydobywający się przez usta i do tego jeszcze zamknięte!
niestety nie wypada krzyczeć na ulicy zatem dusza się rozdziera wewnątrz ciała obleśnego
z uśmiechem na ustach w mej sztuczności określony
brakując mi czasem tlenu - korzystam oddychając ziemią
trzeba być twardym - nawołują megafony, a ja walczę ze wszystkimi
bunt życia nadany z buntu młodzieńczego
i d e e f i x e ...
walczę też czasem z sobą o siebie tak zwane zmagania piana morska wokół i ciepły, żółty piasek na plaży sobie leży
szukam czegoś nieosiągalnego - spokoju w poznaniu życia
tego mi trzeba, a tu brak nadziei na sukces rychły
nawet kawa nie jest już czarna - jest czerwona...
i butelka po wódce tulra się po tramwaju
czerwono!!!
ciepło idzie od krwi, z nadziei wyduszonej krzyczę przez serce z zamkniętymi powiekami ust

***

... [wro'02.03.1991]
siedzimy na przeciw siebie
i cóż z tego jeśli ja zapomniałem języka
zaciąłem się i milczę
czyżbym nie potrafił rozmawiać z tobą???
a może zapomniałem jak się wielbi kobiety...
ja wiem, że język jest po to aby sprawiać im radość
zasypywać komplementami
też robić przyjemność z ciekawych wyrazów
lub go inaczej stosować
niestety zapomniałem chyba jak i co
muszę poćwiczyć przed lustrem stanie na rzęsach
chodzenie nad przepaścią po linie
może wtedy dojdę cię kobieto dojrzała i zacznę mówić

***

... [wro'12.03.1991]
siedzimy na ławce
nastrój piękny i księżyc nad nami
j e s t d o b r z e ...
włosy masz spięte gumką
oczy o kolorze nie znanym patrzą na mnie czasem
ręce twe gładkie, miejscami twardsze - to kości...
tryumfuję cicho, krzyczeć nie będę
nie warto zakłócać ciszy

siedzimy na ławce
wokół nas pełno śmieci
kosz wywrócony, zdeptana bardzo trawa
brudne naczynia leżą rozbite
lampa nie świeci brudno jest...

siedzimy na ławce

***

... [wro'13.03.1991]
może nie marzyłem o tym
nie śniłem nawet
jednak dotykam cię i twe ręce
paznokcie są pomalowane w kolorze skóry
włosy delikatne jak pajęczyna, a ja się w niej szamoczę
i po cóż się okłamywać... nie możemy się rozstać,
nie jesteśmy w stanie czas bałamucimy
mamy pretensje do zegarków , ze odmierzają...

i już odjeżdżasz
machasz mi z tramwaju,
a numer jego jest zamazany
i nie ma go po chwili

***

... [wro'14.03.1991]
przestępuję z nogi na nogę
czekam na ciebie oparty o trzepak
w mej ręce kwiat świeżo rozkwitniony, leży i czeka
razem czekamy na ciebie
słychać już skrzypienie szyn i jest niebieski dwuwagonowy
ja wołam cię uśmiechasz się...
włosy twe rozpuszczone zdobi i upiększa kwiat
kwiat świeżo rozkwitniony
zatem chodĽmy z przystanku
nigdzie już nie jedziemy chodĽmy: ja , ty i kwiat świeżo rozkwitniony

***

poniekąd... [wro'14.04.1991]
...i znów poniekąd pustka, i znów
dlaczego ???
hej...

zagłębiając się w życie zaiste...
coraz bliżej dna egoizm zabija altru--------------------
...i znów żałosny głos
to skrzypce w oddali gdzieś tam hej...

trzeba , trzeba PONIEKĄD

***

potem [wro'06.04.1991]
czy znacie uczucie człowieka,
który po całym dniu siada wreszcie w fotelu wygodnym i nic już nie ma do roboty???
ja znam...
naczynia pomyte
koszule pior\ się tam
alimenty zapłacone
telefony wykonane
kawa na stole lurowata stygnie
papierosy kupione
w barku dostatek , itd. itp.

może są dwa rodzaje odpoczynku
nie wiem, może jednak leżąc koło ciebie
i dotykając twego ucha czuję ulgę bezczynności
wrażenie jakby odwieczne
zegarek do przodu jednak miarowo tyka skurczybyk...
nigdy nie płaciłem alimentów drogą wyjaśnienia moi drodzy, a ty przytul się do mnie
i porozmawiajmy
potem...

***

... [wro'08.04.1991]
trawa na wiosnę jest zielona
na twych zębach się zieleni w odbiciu
ugryzłem cię w język, a teraz muszę cię przeprasza...
trawa wokó¸ pełno zdziebeł leży
wyrywam je zawzięcie
wciąż cały czas pragnę dotrzeć do środka ziemi...
teraz zdzieram powłokę okalającą twe ciało
zarys znam na pamięć
chcę go jednak posiąść na chwilę,
choć jednak nie teraz
wyrywając trawę odkrywam czerń ziemi naszej
obok mnie gładkość twa świeci białością pożądania
iskrzą się Ľrenice na myśl o trawie zielonej,
a rozrzucone wokół resztki ubrań komponują się
trawa ma zapach w tej chwili zielony

po angielsku trawa brzmi: "grass" grassssssssssssssssssssssssssssss...

***

... [wro'12.04.1991]
moje jestestwo się rozrasta...
malutki jam jest, a duch mój wielki
znam potrzebę walki
wszystko wkoło warte jest życia tylko nie upaść,
bo stratują ci,
szaracy,
co do sklepu po mięcho galopują
dużo zyskać - mój cel !!!
przestałem chorować na melancholię paranoidalną
zaczynam czuć szczęście
życie radosne podobno, aczkolwiek...
jednak jakiś docel być musi też głębszy w samej rzeczy
me jestestwo się rozrasta
i potrzebuje zaczepienia wśród konarów drzew

***

... [wro'18.04.1991]
tak wiem ...
chyba wszystko wiem?!

chce z tobą być od piania rannego koguta głośnego
do piania dnia następnego jegoż
długo i wcale nic to jest...
nienasycony jestem
i pragnę więcej braku oddechu do zachłyśniecia się życiem
blisko jest ja jednak
powoli je ssam przez słomkę bambusową
powoli acz z wyczuciem i wciąż mało, mało, mało
do przodu ze słomką w dłoni prawej
z ręką twoja w dłoni lewej
wypełniony marzeniem bycia z tobą

n i e s p e ł n i o n y ...

słomkę na kolanie połamałem po chwili
dobrze jej tak, bambusowej

***

lustrat... [wro'20.04.1991]
stojąc przed taflą lustra czasem
mam myśli dziwne
zmieniłem się trochę trzeba to przyznać historii
jednak czy inność znaczy dobro ???
lepszy - tak mówią , bo inaczej chłonie
wzloty i upadki,
wzloty i loty...

klęski zapadają głęboko do wewnątrz
brzytwy tną jego twarz z dokładnością przesadna
tną tez dusze i serce zacinają czasem i krew leci, leci,
kapie
przestaje lecieć po chwili i ...
czy poznam kiedyś się, patrząc w tafle ocalałą jeszcze przede mną
ja lubię bić lustra chociaż podobno to przynosi nieszczęście
(7 lat)
i bez tego ono jest o, tam ...

***

chryzantemy ładne kwiaty są
kojarzą nam się z doniczkami i z Helloween
l i s t o p a d ...
takie piękne kwiaty one są!!!
w przyszłości podziwiać będziemy ich korzenie dorodne niewątpliwie,
a dziś póki ważniejsze są i już
wąchanie chryzantem od spodu jest zajmujące
niewątpliwie korzeń cudowny i to nie jeden
ciemno wkoło czasem bo tak zawsze jest...
robaki w domyśle, tez są
i nadgryzają pąki, korzenie i nas

chryzantemy to ładne kwiaty są!?

(pamięci mej babci co życie mi uratowała i dzięki jej za to )

***

... [wro'22.04.1991]
noc ciemna i już dawno po północy,
ja siedzę na krześle...
taras baru całkiem opuszczony wszyscy w domach i śpią,
śnią tylko czasem
neony mrugną do zagubionych

ja zagubiony

przerażony - spokój i czasem taxi jakieś mignie,
a tak to spokój
neony...
a jutro czy już dziś burza będzie dnia powszedniego
burza teraz cisza przed...
neony i ja zagubiony między tym wszystkim

***

... [wro'07.05.1991]
i znów zasuszono różę
stoi w zbitej karafce,
takie sobie tam dzieło artysty olśniewa,
a ona dalej śpi niedobudzona
śpi...
leniwie otwiera swe oczy
zaczyna oddychać powietrzem poranka
wstaje
rozgrzane ciało marznie bez kołdry
myje się głośno w drugiej izbie
łóżko skrzypi i przeciąga się leniwie
sny w poduszkę się chowają cicho
czas uciekać,
obserwatorze,
w dzień sobie tu noc jeszcze nie przebrzmiała,
a róża zaschnięta stoi nadal w zbitej karafce
nieświadoma...

***

... [wro'15.05.1991]
ratowałem się tyle razy z sytuacji ciemnej
tęsknoty kropla spływa
i płynie miedzy piersiami małymi
bez skrzydeł ja we śnie
rzymianie mieli gęsi przynajmniej do ostrzegania
RZYM uratowały, a ja ...
dobrze mi robi dzień jasny i cisza
wracać trzeba
kończy się spokoju krótka chwila
ramiona z zapachem, który już pamiętam
oczy jak łąka
kobieta moja i łóżko miękkie,
a ja w oddali biegnę po grani wielkiej góry
czy spadnę ???

s p a d a m ...

***

(... tu następuje 9 lat tfurcy różnych wierszy - od ciemnych do jasnych, wolę te jaśniejsze bardziej ....
wszystkie z nich są dostępne - miłego odbioru zatem... część znich umieszczona była
w tomiku poezji "w bieli")

***

kropla [wro' 31.12.1999]

tak trudno coś z siebie wycisnąć
wydobyć na zewnątrz
byc bardziej asertywnym
cieleśnie
wewnętrznie

to podobno łatwe
dobremu piekarzowi, ciasto samo rośnie w rękach
młodzi chłopcy pozbywają się tak tradziku
dlugo pod prysznicem dlatego oni zawsze
podobno

ja tęsknie za tym
za smakiem
kolorem
zapachem

cierpię z niemożności
podobno nie jest się wtedy facetem

tesknię by wydobyć ze swego przyrodzenia
po intensywnym działaniu
nie agresywnym, spokojnym
chcę zobaczyć kroplę choć

spermy

to mnie determinuje

 

***

... [wro'15.05.2000]
wędrowcze !!! gdzie teraz?
w lewo, w prawo... czy może prosto.
brak znaków i kierunkowskazów.
gdybyśmy byli na morzu,
wiatr by nie wiał - statek by zamarł w bezruchu.
na lądzie możemy podążać mimo, że wiatr nie oddycha ...

zatem gdzie teraz?
może tam, tam jeszcze nie byłem...
dobrze, że jest nieskończenie wiele miejsc braku mej teraźniejszej obecności.

***

 

[powrót]