tfurca.

 

tfurca >> non-disable-cybor story >>


on siedzi w barze, zadymionym bardzo. nie widać go całego, tylko od pasa w górę. zmęczony oparty o stolik, ciężko oparty, przed nim pusta szklanka. widać dziarę na ramieniu. jakieś piercingi. cały dzień chodzenia za pracą. nic, nikt go nie chciał, jego usług. nawet żebrać nie pozwolili. bez celu jakoś tak dzisiaj było. do barmana woła, panie włodku jeszcze raz to samo.

barman stawia przed nim szklankę wypełnioną, ten odrzuca palemkę. mówiłem mu że nie znoszę tych palemek myśli. smakuje, krzywi się, no co za debil ten barman, przychodzę tu często a ten mi mniej alkoholu dolewa do mojej krwawej mary i tabasko daje by zatuszować. debil. wściekły kładzie banknot i wychodzi.

widać że koleś na wózku jest. wózek minimal taki, niezły design. idzie przez miasto. toczy się czasem widać go do pasa, z oddali. przez ulicę. do autobusu. jedzie gdzieś. patrzy w okno. tam miasto. myśli sobie: to już 10 lat odkąd zepsuły mi się te odwody, trochę czasu minęło, najgorzej było na początku. przestawić się było ciężko. teraz już okiej. poukładałem se w głowie.

było się to tu to tam. nie narzekam. te kobiety fajne, ech. pare szotów z babeczkami: blondyna duże cycki i siedzi na kolanach, z brunetka w łóżku, tańce jeszcze z inną, w samochodzie jakaś (w tle jakoś wózek żeby było widać). ech. nuda.

wysiada z autobusu, dzielnica gorsza, na pierwszym krawężniku się wywala. ociera łokieć. zbija kolano. widać, że pod spodem metaliczny jest, niczym z terminatora, gołe obwody. przeklina, dawno nie leżałem, kiedyś trzeba było powtórzyć.

fuck. te gnoje nie naprawili tej dziury, chyba z setkę meili wysłałem do tych ze zdik’u, trzeba będzie do gazet iść, jak nie po dobroci to inaczej – obsmarują ich massmedia to im rura zmięknie. zbiera się z trudem, wózek odjechał. musiał się do nie go podczołgać. jakaś babcia podeszła i widząc, że nie może od niej uciec zaczyna mówić mu o tv trwam, że są najlepsi i muzyka dobra, niech ogląda, tanio jest dekoder cyfrowy gratis. nic babcia nie zwraca uwagi, że on mówi, żeby odeszła, spierdalała znaczy się, bo przynudza. uparta ona.

gdy się zebrał, uciekł. z górki było, zatem szybciej zwiał niż ta pani mogła za nim nadążyć. bez hamulców jechał. o mało co nie przejechał kota, za to wjechał w gówno. podobno na szczęście. dojeżdża do wieżowca swego, wsiada do windy. mówi: tj1973, poziom 777. jedzie. znów się zamyśla, obrazy przed oczyma. tu to i tak mało gówien na ulicach, w tel-avivie jak byłem tam to dopiero odchodów było.

ech. plaża najfajniejsza tam. i te muzułmanki i żydówki nie ortodoksyjne topless. ech. łyknąłem tam przy plaży jednego browca i podjechałem by słona woda mi trochę wózek obmyła, piasek był jakiś miękki i ugrzęzłem, do tego ten browiec mnie załatwił, spiłem się i z sił opadłem.

ani w te a nie wewte, szedł po plaży jeden z tych śniadych od tej alkaidy czy jakiejś tam, proszę go w trybie po angielsku by mi pomógł, a on, że okiej po czym podchodzi do trzech arabek leżących i mówi, żeby podeszły do mnie i pomogły mi. dziwne te narody nad tym morzem śródziemnym żyjące.

dojeżdża na piętro swe. sięga po klucz, kartę, zanim włoży do zamka, spastyka go łapie, to przez to, że mało się rusza i za dużo alkoholu ostatnio wlewa w swe cyborg ciało. upada mu ona na ziemię, daleko od niego. nie może sięgnąć. jeszcze to obtarte kolano. stęka, przeklina. wreszcie. zawsze upada coś na ziemię tak, że nie można sięgnąć.

hmmm prawo murphy’ego cholera. przypomina mu się reklama margaryny czy innego mazidła do pieczywa, że taka dobra aż chce się posmarować z obu stron. bleee. nie wytrzymał wtedy on i dopisał markerem, że: teraz na pewno spadnie mazidłem na dywan! czysty murphy i jego prawo...

wchodzi do mieszkania. wita go pies. wilczur. ostatnio zafarbował go na różowo. fajniej tak, mądry pies. sam chodzi się odlać i nie trzeba go wyprowadzać. właśnie poleciał to zrobić. wraca za chwilę przez nie domknięte drzwi.

w mieszkaniu bałagan. uf. a za kilka dni wraca narzeczona, hmm trza pomyć te brudne naczynia... ech. później. teraz meile trzeba sprawdzić. no i zaszyć się, te rany po upadku. bolą. zaszywa się... krzywo. późno już. spać trza. jutro też dzień, nawet nie wiem który, chyba sobota.

 

[na podstawie tego teksty powstał komiks autorstka emila cegielskiego >>> tutaj <<<]

 

[powrót]