tfurca.

 

tfurca >> kobiecie >>

***

słów trochę o kobiecie jaką jest.
(obiecałem i spełniam swą obietnicę, rozpoczynam pisanie ...)

... zapaliła papierosa. ostatnio trochę popala - bierze dym w usta i nie zaciąga się. wypuszcza białą chmurkę po chwili. ładnie wygląda ten biały patyczek w jej palcach specjalnie wyprostowanych, naprężonych subtelnie. ot, takie małe hobby, by pomyśleć sobie - pali i skupia się. gdy jej usta obejmują ustnik papierosa też miło - ja to dziwnie jakoś zębami zagryzam. ona ładniej to robi. aby zapalić tego papierosa musiała wstać z łóżka. oderwać się od tej niezwykle spokojnej tego wieczora przestrzeni. oderwać się ode mnie, nienasyconego nigdy wiecznie jej kobiecością, czułością, nagością, chwilą: CARPE DIEM esencji duszy. wstała. ubrała stanik na swoje piersi, dziś powiększone trochę przed okresem krwawym jej. zakryła trochę swą nagość by przemknąć po mieszkaniu do kuchni i wziąć papierosa z paczki leżącej na lodówce. wróciła, paląc już go. zauważyłem ją gdy kładła się znów obok mnie. powoli dym się unosił do sufitu - leżąc na plecach patrzyliśmy na niego. chciałem aby jeszcze wolniej palił się ten papieros. takie prawie zatrzymanie się lubię, ona też sobie pozwala...
pozwala sobie na chwile zatrzymania - na nie spieszenie się do-nikąd: leżenie w wannie dłuższe lub na tarasie w upalnym słońcu wyciągnięta wygodnie z muszelkami na sutkach. czasem w łóżku by kręgosłup odpoczął po dniu sytym we wrażenia i zdarzenia, wtedy leży na plecach (tak jak teraz obok mnie)- kiedy brzuchem wtapia się w łoże, najlepiej głaskać czule JEJ pupę. to pomaga odetchnąć, serce bije wtenczas w rytmie reggae. spokój zatem. jest też wtedy gdy mogę położyć swoją wielką głowę wypełnioną wszechświatem na brzuszku lub wyżej blisko piersi pięknych 75B i na własne uszy doświadczyć tego serca, serca bicia. tuż przed snem, który powoli się skrada, bije najspokojniej. harmonia...
ale dość tego zatrzymania. temperament na to nie pozwala - wystarczy. stop. ruch i ruchliwość ważniejsze. energia, a wielka wewnątrz tej kobiety tkwi miła jest w odczuwaniu gdy ociera się o mnie. moim JA to wtenczas smakuję - ogrom wulkanu to jest, wichura, czysta natury przyroda. po prostu kobiecość esencją będąca to urzeka wielu śmiertelników i uwielbienia żąda. bycie w pobliżu tej pani daje MOC bliskości i chęci.

przebywałem dziś z NIĄ, obok tak. w samochodzie patrząc na JEJ profil, którego nie lubi, a ja wręcz przeciwnie teraz. pijąc kawę z dużą ilością mleka i rozmawiając o tym, że była dziś u kosmetyczki, solarium i krawcowej, słuchając narzekań, że brzuch nie w sam raz jest i musi poćwiczyć, no ogólnie dbać o siebie. że ten nowy podkład wydobywa jej pory ciała twarzy za bardzo i trzeba zmatowić jednak. że jest starą panną i nikt już JEJ zaraz nie zechce. narzekań potok fajowy i słodki - nagrywać by trzeba, by póĽniej się z nich śmiać. marudzenia te są sygnałem aby coś zrobić i rozśmieszyć, nastrój zamienić i podmienić. czasem łatwo to uczynić, czasem trudniej. jedno pewne, że warto dla śmiechów-chichów i uśmiechu radosnego, który rozładowywuje napięcie niepotrzebne... a lubimy żartować, błaznować - JEJ śmiech mnie rozbraja i nakręca do dalszych akcji, reakcji. napawam się wtedy JEJ dobrym nastrojem i nie tylko ja. bo, nie wolno smucić. nie trzeba. hmmm, czasem nastrój jest zły i fochy wielkie, czyli pełnia obrazu nastaje... bo tak się zdarza jednak - różne rzeczy mogą to spowodować. przemęczenie, pająk olbrzym, brak miejsca do parkowania, mój wzrok lukrem płynący, deszcz, okruszki na stole ... jestem, staram się być uważny i cierpliwy. dane mi było zobaczyć JEJ duszę, wnętrze cudowne najskrytsze - odkryła się, maskę zdjęła. chylę czoła za to. i za to też, że nieznośna jest czasem, zołza kochana przybiera barwy wręcz czarne i drapie dotkliwie słowem czy spojrzeniem zostawiając szramki wszędzie. całość. pełnia zatem.

sztuką jest być z kimś, codziennością. przebywać tak ja dziś to robię, czy też robiłem. towarzyszyłem (teraz patrzę w ten sufit wciąż miło, zaraz papieros się skończy), udawałem, że czytam książkę, a słuchałem jak rozmawia z mechanikiem, jak wcale to ją nie interesowało te techniczne sprawy, a pytała się o wszystko. lubi być tak w centrum uwagi, być ważna i kobieca. czarować sobą samą - robi to zawsze ze smaczkiem. i aura soczysta od niej bije gdy nago powoli schodzi po schodach w sztuce tej o fotografie, w teatrze tanecznym - tam szuka siebie. widziałem, wzroku nie mogłem oderwać. oniemiały byłem tym doświadczeniem pięknym, dla również chyba tak sądzę. ja patrzę, obserwuję i zauważam - przypadłość moja - a papier syci się tymi myślami. w każdej sytuacji jaką widziałem i ONA tam była, kobieca była (jest!). kobieta "one hundred procent purity". na zakupach gdy z podziwem widzę jak się rozkręca i zaczyna wpadać w swoisty trans kupowania, nastrój sobie poprawia, ciuszków i fatałaszków wielość - pewnie tylko parę z nich weĽmie, bo nie będzie JEJ się chciało przymierzać. tak się stało. gdy rano ubiera się i stroi w piórka, przygotowywuje się by wyjść na świat, otwiera szafę. staje przed nią. opiera się o półkę. szuka swoich kobiecych atrybutów, a dużo jest ich tam. znajduje je po chwili dłuższej lub krótszej. kładzie na łóżku garderobę swą. idzie do łazienki zrobić makijaż, misterium artystyczne - "body art". mogę patrzeć jak to robi, nie przeszkadza i nie złości JEJ mój wzrok. widzę ruch ręki pewny, wyćwiczony, wręcz gładki. i zaraz twarz inna jest, w zależności od nastroju i środków wyrazu. lubię Jˇ bardziej gdy naturalna jest, nie pod maską podkładów i szminek, czy też pudrów. chyba też się taką lubi czasem, bo jest w niej wtedy coś niesamowitego - ONA sama, własna. troszkę nieuporządkowana... chwilowo. albo gdy porządki robi, pucuje i wtedy "ordnung" panuje. na półce nad zlewem nie wolno stawiać szczoteczki do zębów, wodę zakręcać, światło gasić, nie kruszyć i dojadać jedzonko... szczegóły. tak to prawda. ale ONA to lubi, światy oparte są na szczegółach. tak lepiej jest. też milczeć trzeba gdy zmęczona. dać odpocząć od siebie, pobyć samej. cisza ważna jakoś. gdy tego pragnie, widać to w oczach, przytulić i ukochać czule - wielkie libido rozładować może nawet jednym pocałunkiem i zamienić w uniesienie drżące. zaśnie spokojniej...

lubi być wolna - nie zależna od nikogo, tylko od siebie samej. wszelka ingerencja zabroniona pod karą galer. ceni swą samotność i osamotnienie jakie wybiera czasem, odpoczywa wtedy. czego właściwie szuka, pragnie ta kobieta ??? spełnienia się, uczucia dobrze wykonanej czynności, działania, a nie zastoju??? szuka szczęścia - tego swojego mitycznego kwiatu paproci. ideału najskrytszego. doskonałości istniejącej. do tego dąży miotając się czasem - za to Jˇ wielbię. podziwiam. tak czynię odkąd powiedziała mi o tym. to cenne i ważne, dobrze, że ma takie coś... rozmawiałem z jedną panią profesor z ogrodu botanicznego - powiedziała, że nie ma takiego czegoś jak kwiat paproci, że to legenda. oni ci naukowcy się znają. wiem i czuję, że istnieje. wiem tak samo jak ONA to wie. chciałbym aby znalazła i uspokoiła swe, rozedrgane przez te poszukiwania, życie. te próby niszczą Jˇ i JEJ aurę. męczą i dają czasem rozczarowanie, ale mimo to ta kobieta nie poddała się w sobie... kobieca.

miałem szczęście. jakie??? spotkałem JĄ. otarłem się. pozwoliła mi pobyć z sobą. swe nastroje różne i zmienne ćwiczyła na mnie bez skutku. pyszne. ciekawe. dotknąłem i dotykałem czule... nie w miejscach publicznych. smakowałem delikatnie esencję JEJ kobiecości równie zmiennych smaków jak JEJ właścicielka. tęcza barw, odcieni i tonów. sen wspólny, ważny, bliski i dobry po przyzwyczajeniu się dobranoc. dzień dobry. - jak spałaś??? - oj, śniło mi się coś, ale nie pamiętam co, pewnie jakiś koszmar! nie ważne, już go nie ma. a ty jak spałeś, oprócz tego momentu w nocy gdy cię zbudziłam (tomeeek, śpiiiiisz ??? nie śpij, proszę... no tomeeeek, no.) chyba dobrze spałeś??? - dobrze, jak zawsze przy TOBIE...

każda chwila spędzona w tej przestrzeni bliskości przynosi nowe uśmiechy, gesty, żarty, radości, ruchy, łzy, smutki, czułości i złości, rybne obiady, pączki pomarańczowe lub nie, kawy z mlekiem, kilometry samochodem, zdarzenia, chwile, widoki, profile, spojrzenia i wzroki, farbowanie wspólne włosów by było proste, kremowanie rąk, kąpiele i mycie pleców, gładzenie policzków i koniuszków ucha, trochę alkoholu i tańca, nerwowości małe ... jest tyle tego za nami, za NIĄ. jest tyle tego przed NIˇ... wierzę, że będzie dobrze - bo ?le być nie może ...

***

wrocław mój dobry, grudzień 1999
autor ... pan eS. prawda powyżej?!
dla mojej najlepszej przyjaciółki ...

[powrót]