tfurca.
tfurca >> klaris >>
***
... Klaris, mój klon, żyła od dawna, żyła w moim cieniu - nikt jej nie zauważał chociaż istniała tyle samo czasu co ja, około 24 lat. była cudownym obserwatorem moich poczynań, ruchów, gestów. dzięki wnikliwej obserwacji, posiadaniu takiego samego mózgu i takich samych fal mózgowych oraz kobiecej wrażliwości wiedziała o mych marzeniach i ideach. znała moje błędy, potknięcia, bóle egzystencjalne, gafy i niestrawności. była mną ciałem, umysłem oraz duszą.
K L A R I S
po wielu omyłkach dotyczących kontaktów miedzyludzkich i niepowodzeniach
w sferze uczuć na płaszczyźnie mężczyzna-kobieta chciałem zrezygnować ze swoich
prób i poszukiwań. mogło by to być szkodliwe dla otaczającego świata prawie
jak eksperymenty dla naszej planety z bombami atomowymi, wodorowymi czy termojądrowymi.
gdy już miałem zdecydować o staniu się nieobecnym i podążeniu gdzieś daleko
od cywilizacji z pomocą przyszła mi Klaris wychodząc z mego cienia na światło
dzienne. zaproponowała mi układ idealny i harmonijny, który stałby się w pewnym
sensie uwieńczeniem mych pragnień. przecież każdy szuka, w myśl arystotelesowską,
drugiej połówki tej samej części całości - każdy szuka swego ideału, każdy
szuka odzwierciedlenia siebie w drugim człowieku... zatem układ ten, polegałby
na tym, że stalibyśmy się parą. zaczęlibyśmy istnieć jako jeden "organizm",
całość, pełnia. dwie połówki pomarańczy odnalazłyby się w tym zamieszaniu
ziemskim. było to coś niespotykanego. było to jak starożytny archetyp-ideał
i do tego wszystkiego spełniał swe oblicze przede mną. bo oto przede mną stał
mój własny klon, ja sam, moje odbicie w drugim człowieku w ogóle w żadnym
stopniu nie zniekształcone. było tak jakbym patrzył w lustro... było strasznie.
mimo wszystko to nie było to - "norwidowski ideał sięgnął bruku". paradox.
paranoja. z zimną krwią zabiłem ją bezszelestnie. nie broniła się nawet, poddała
się tej decyzji całkowicie. leżała potem przez chwilę bezruchu na ziemi, a
póxniej jakby wyparowała. zniknęła.
o co mi zatem w tym życiu chodziło ??? przecież tego pragnąłem i tego pożądałem, gdy to znalazłem - ideał - nastąpiła totalna odmiana. bunt, który zrodził morderstwo pierwszego stopnia. katharsis przy tym było nieoczekiwane i całkowite, ale nie spowodowane samym aktem morderczym i krwawym lecz olśnieniem dotyczącym znalezienia prawdy wewnątrz siebie. zrozumiałem swe najskrytsze chęci: CHCIAŁEM DOSKANALIĆ SIĘ WCIĄŻ, A NIE ZNALEŹĆ DOSKONAŁOŚĆ. następny mój dzień w życiu był jakby pierwszym mego życia ...
***
NAPISANE PRZEZ: TSY
RYS LUSTRA: ANANKE
WROCŁAW listopad 1997