tfurca.

 

tfurca >> impuls >>

***

... impuls jest wtedy gdy nagle jaśniejąca kobieta staje obok mojej sztalugi ze swoją sztalugą. nie żeby mi zasłaniała modelkę ale bije od tej kobiety tak ponadnaturalne światło, że muszę pozmieniać wszystkie światłocienie na rysunku tego aktu. inaczej światło się rozkłada i rzeĽbi bryłę. to nie problem przecież. problemem jest jak jej jasność delikatnie zaczepić by sobie nie pomyślała coś niemiłego, bój się boga. chciałbym być w tej poświacie częściej, to przyjemne. gimnastykuję umysł i wymyślam. przesyłam spojrzenie, zapisuję słów parę na drugiej stronie wizytówki. chyba czytelnie.

impuls wszystkich chwil wspólnych. wielu. chwil bardzo wartościowych i mocnych w swym wyrazie. widzę je ciągle choć już powinny się rozmyć w mej pamięci, bo czas złośnik płynie naprzód i nie chce się zatrzymać choćby na godzinę lub dwie. gdy on płynie to zaciera kontury postaci i słów potoki czułe, spokojne, ciepłe. ale ja mimo nawet tego, to pamiętam wszystko tak jakby były te zdarzenia przed sekundą. wyryło mi się wszystko w mojej duszy jak na płytce miedzianej akwaforta. umięśniona moja dusza.

impuls jest też wtedy gdy można powiedzieć o fotografii słów parę, na różne sposoby. ona się na tym zna. czuje to cała swoją osobą, a ja słucham tej esencji świadomości sztuki dagerotypu oraz fotografowania. chcę też tak poczuć choć we fragmencie siebie. zrozumieć. popływać i nie utopić się. zapisać całość i być wdzięcznym, że dwa słowa dodane do tego wszystkiego są moje.

impuls jest przejściem dreszczyku. pola zelektryzowanego wywołanego połączeniem naszych gorących i namiętnych ust. pocałunek - bardzo przyjemne zdarzenie. aż zamykam wtenczas oczu błękit. i jest tylko to przejście w inny wymiar. wymiar jeszcze nienazwany, choć będący częścią przestrzeni Y. to wtedy smak raju, jego początek lub koniuszek. ona mówi wtedy, że jakieś motyle w brzuchu jej fruwają miło i łaskoczą. ja też odczuwam w sobie łaskotanie i szelest ale raczej nie są to motyle. to coś innego, jeszcze nie wiem co to.

impuls powoduje chęć usłyszenia jej głosu nawet przez telefon i przez minut chwil rozmowy. to nastaje w dziwnych porach dnia i nocy, emocjonalne są to zdarzenia. wręcz nie unormowane i może męczące dla niej, bo mogę zadzwonić w chwili gdy macha na pożegnanie z balkonu lub gdy chodzi po lesie wtapiając się w przyrodę. to straszna tortura dla mnie...

impuls mojego pulsu krwi się zmienia. bije serce szybciej gdy gdzieś razem do teatru lub do kina. owiewa nas sztuk różnych powietrze. muzyka. unosimy się i nawet czujemy lekki zawrót głowy - prawie jak po alkoholu. znowu oczy zamykam by lepiej to wszystko poczuć. szczęście jest obok. jest wszędzie. jesteśmy w nim wtenczas. pan cogito też tam jest.

impuls uczuć moich jest spokojny. o jakże spokojny. jak nigdy dotąd. waleczny mężczyzna odpoczywa... zauroczenie istnieje w słowniku odczuć. jest przyjemne i smakuję je do syta. cieszę się nim. czasem podążam dalej by pobyć w tym ogrodzie zadbanym zwanym rajem. tak zaglądam tam i wcale się nie zakradam jak byle jaki przestępca i złoczyńca. pozwalam sobie na chwile zapomnienia realiów. to też przyjemne. dobre. nie podszyte żadną formą zła. potrzeba jest taka by poczuć się lepiej, bezpieczniej. i to nie jest ucieczka w muszelkę najmniejszą na świecie, która trzymasz w kieszeni spodni. ja nie uciekam nigdy. raczej ginę tam gdzie zaszedłem i stoję. taka moja szalona natura impulsów. to znamienite i szlachetne. nie dzisiejsze. ale przecież nikt tego nie potępia, bo jest to impuls przecież ... coś nie wytłumaczalnego, coś co jednak pcha świat do przodu.

impuls... czuję go...

***

marzanna utopiona...
wiosna:Y. 2000. autor: TSY

[powrót]