tfurca.
tfurca >> blanche >>
***
... przeżycia ostatniego tygodnia spowodowały, że chcę napisać o moim miłym
przeistaczaniu się w człowieka szczęśliwego chwilą, w myśl: CARPE DIEM. pewnie
może ten mój spokój jaki wypływa ze mnie jest wynikiem tego, że zadzwoniła
do mnie ONA 19 czerwca około godziny 15 i oświadczyła, że przyjedzie do mnie.
mówiła szybko wręcz zasypując mnie słowami, zdaniami i monologiem. ten natłok
tylko z początku był męczący, póĽniej się pojawiła wesołość na mojej twarzy
i chłonąłem ten wulkan energii wlewając go do gardła i nie przełykając go.
tak było lepiej. bezpieczniej.
byłem podekscytowany tym spotkaniem jakie miało się odbyć, znałem JĄ dobrze
z opowieści - szczegóły życia, żywota i perypetie - szaleństwo jakie tkwiło
w NIEJ nie było mi obce, podobne miałem w sobie od zawsze i syciłem się nim.
tak samo jak ONA się syciła swoim. ten dreszczyk emocjonalny spotęgował się
faktem, że się spóĽniła. spodziewałem się tego... no i weszła do pokoju, mego
spokoju: kobieca, pachnąca, energiczna, trochę spięta. było to jak błysk lampy
flesza z aparatu fotograficznego - nic nie widziałem przez kilkaset sekund.
dawno nie czułem takiego poruszenia atomów w jednej chwili i to wcale nie
było zaburzenie przestrzeni lecz bardzo ciekawe poruszenie. nawet podniosłem
głowę wyżej tak jak się to robi by poczuć wiatr dmiejący na jachcie po żaglach,
by poczuć go i jego przepływ - tu były te nasze niepodzielne atomy. ONA tak
je popchnęła swoją osobą... hmm. wcale się temu nie dziwię.
zaczęło się odkąd weszła. wszystko było naturalne, nie wymuszone. płynęło
niczym rzeka odra swoim korytem przed siebie. my siedzieliśmy nad jej brzegiem,
bulwar joliet-curie. ławka nowo postawiona i te JEJ opowieści szczerze totalnie
prawdziwie życiowe. gestykulacja. spojrzenia. radość i moje słuchanie całym
sobą były znamienite. dobre. pozytywne. patrzyłem uważnie - bynajmniej nie
gapiłem się - pochłaniałem wzrokiem całość i czasem udawało mi się wskoczyć
wewnątrz, otrzeć się o duszę... JEJ duszę. tak na chwilkę, ułamek, milimetr.
widziałem też jej koronkowe majtki i pępuszek. dekolt. zarys pośladków. paznokcie
u stóp. przyziemne? hmmmm, trudno ... czas płynął lub się toczył. noc trwała
dookoła. po rzece przepłynął statek pełen rozbawionych ludzi. podróżowaliśmy
my też. tak jakoś bez szarpania, rwania ... naturalne to wszystko wokół i
wewnątrz było. bardzo. dawno tak nie było - nie odczuwałem tak. dotknęło to
delikatnie i łagodnie. blisko. alkohol bariery łamał - powiedziała: "chciałabym
cię gdzieś zabrać, upić i pocałować". miałem taką samą myśl w tym samym
momencie... i pojechaliśmy przed siebie samochodem, w miasto. na podbój go.
rano zatrzymaliśmy się na postój nad rzeką. słońce wstawało. wschód: 4:37.
dzień piękny się zaczynał - za nami noc była upojna w emocje i zdarzenia.
odpoczywaliśmy przytuleni czule zmęczeni. to wszystko było niewyobrażalne.
takie ciepłe ...
słodycz istnienia drugiego człowieka blisko ciebie była w tym momencie najważniejsza i odczuwalna wyraĽnie. dotykałem JEJ włosów, zapach skóry czułem, kobiecość muskałem pełną. zapatrzony byłem. jakby w nierealnym świecie. czemu tak mi się wydawało ??? może dlatego, że od pewnego czasu zacząłem wierzyć, że takie miekkości rzadko się zdarzają, a tu ... błysk. czułem się jakbym robił wiele rzeczy po raz pierwszy. jakby to były nowe smaki potraw mi dotąd znanych albo tych, które wydawały mi się, że znam... myliłem się pod każdym względem. przyznaję się. zaskoczenie nową przestrzenią nie było nieprzyjemnym zdziwieniem lecz otworzeniem szerzej moich niebieskich oczu na to mnie dotykało-spotykało. syciłem się chwilą i JEJ widokiem wtulonej we mnie, schowanej pod moim t-shirtem; piegi, których się wstydzi i słońce obok przez szyby grzało nas. energia jakaś spokojna przepływała poprzez. powoli sączyła się niczym podniecenie. promieniście było dookoła. jasno.
gdy wróciłem do domu na mojej twarzy uśmiech był nadnaturalny i gdy zasypiałem oddając się orfeuszowi byłem nie ten jakiś, inny byłem ... świeży!!! tak czasem trzeba się przemienić ... i tak było tego dnia. były też dni inne. następne:
ten, kiedy myślałem, że już nie zadzwoni i się rozerwie ta przestrzeń porozumienia. miękka. poszliśmy do kina, ale filmu nie widziałem tylko JEJ profil i zapach kobiety... póĽniej poiliśmy usta szampanem i soczystymi pocałunkami. brakowało do szczęścia truskawek. w tle była noc na ostrowie tumskim. iluminacja.
dzień inny. czekanie na NIˇ było słodkie i ubrane w cierpliwość. poszliśmy na obiad. ryby były pyszne. syte. póĽniej spacer po rynku i oddech popołudniowy niczym sjesta nad odrą. siedzieliśmy w samochodzie. niebo było mistyczne - chmury sunęły leniwie - moja głowa leżała na JEJ kolanach... och. chwile-motyle.
jeszcze inny dzień. spacer po parku, który był kiedyś cmentarzem. żywioł rzeki u naszych stóp, my na brzegu. siedziała mi na kolanach. czułem cudowny ciężar wszechświata na swoich kolanach. ciepło podniecenia. czułość. pocałunki przez sweter piersi. ciemny park ten sam w drodze z powrotem i przejażdżka po mieście w rytm muzyki nowego jamiroquai'a ...
(...)
i zaraz tydzień będzie tego czasu i przestrzeni bynajmniej nie straconego lecz zyskanego. uszczkniętego całości... naturalnego. a on i wciąż płynie ... rzeka odra też; z okna swego pokoju nie widzę JEJ niestety.
(...)
***
CZAS .......hmmm.
KIEDYŚ'99 PEWNA WIELKA REALNOŚĆ
AUTOR ... hmmm. UCZESTNIK.