tfurca.

 

tfurca >> 23sek. >>

***

...pierwszy raz tego roku było tak słonecznie. miło oczy zakryłem okularami przeciw. wtenczas siedziała przede mną piękna kobieta i zdawało się, że to od niej ten blask bije. razi. pulsuje. twarz ogrzewa. zimę przegania, wiosnę wita... na spacerze byliśmy. na moich kolanach spoczęła na chwilę. rozmawialiśmy. spokojnie. cicho, szepcząc sobie. albo milczeliśmy, ciesząc się samym byciem w pobliżu siebie. to czyste uczucie zbliżenia jest ostatnio częste i nikt nie ma o to pretensji chyba. chyba. a jeśli już, to są to pretensje miłe (słowo pretensja to złe słowo w tym momencie)...

było to zaskoczeniem. naprawdę. przytuliła się do mnie ta piękna kobieta. tak po prostu... moja podświadomość i świadomość zarejestrowały czas trwania tego zatrzymania się wszechświata i mojego bicia serca. 23 sekundy. aż tyle. tylko tyle. tyle... mój umysł, dusza, ciało oraz wszystkie pokłady odczuwania zanotowały wyraĽnie tą chwilę. zamarcie cudowne i mistykalne. zastopowanie. było to niesamowite, że zamknąłem aż oczy. oślepiło mnie. nie widziałem nic... czułem. oddychałem NIĄ.

zakręciło mi się w głowie. taki wir przyjemny i spiralny na zewnątrz. siła odśrodkowa była niewielka lecz była, bo dawała o sobie znać. zatem nie latałem bezwładnie jak mi się to wielokrotnie zdarzało, był to lot kontrolowany i bezpieczny w swych skutkach. bardzo przyjemny. spokojny. bez szarpnięć i naprężeń. unosiłem się parę metrów nad ziemią, wahało się to pomiędzy trzema, a dziesięcioma metrami. przeleciałem lekko nad rzeką. z tej wysokości tafla wody miło połyskiwała tym słońcem, mieniła się tysiącami blasków i rozbłysków. widok przecudny, przesłaniały go jedynie jej niebieskie oczy - one były wyraĽniejsze w tym moim widzeniu. kolor rzeki nawet przybrał ich niebieskawy odcień. piękny. zawróciłem by powrócić i nie skończyć w wodzie swego lotu przez nagłe przerwanie tego stanu oderwania. wolałem wylądować tam gdzie zacząłem obok niej, z nią na kolanach. tego dnia pewnie woda była bardzo zimna, może innym razem wykąpiemy się. gdy wracałem widziałem nas siedzących i przytulonych nad brzegiem. widok przyjemny i miło rejestrowalny. moje oczy były zamknięte. jej oczy wydaję się, że też. wir w głowie odezwał się znów przy lądowaniu i połączeniu się astralnym, miałem kłopoty przy scaleniu się z tomaszem jakubem. kobieta ta niezwykle działała na mnie, a co dopiero na niego. niesamowite. i jakże miłe uczucie. dawno tak nie było. zdążyłem na czas choć mało go było. może następnym razem dadzą mi oboje trochę więcej chwil oderwania, tego cennego czasu bliskości dwojga ludzi. lubię tak sobie czasem swoim ciałem astralnym unieść się choć na krótki lot. lubię. wszystko jest bezpieczne, nie tak jak kiedyś to było szalone. jest opanowanie inności oraz znajomość nieziemskości tego wszystkiego. czucie siebie. wyczucie...

ten zapach tkwił we mnie jeszcze, zapach bliskości. chociaż od dłuższej chwili spacerowaliśmy sobie. przemieszczaliśmy się. to zatrzymanie w spokoju było za nami, o tam jeszcze widać je stąd. piękne.

***

nad ODRĄ, rzeką moją lubą
czas: luty dwa tysiące. TSY+Y

[powrót]